Historie kina i inne historie

Starożytności warszawskie Ty. Ja. Rzeczy

Sądzę, że kino pokazuje jedynie historie miłosne. (…)
Bez miłości nie ma filmów.

Robienie filmu to połączenie trzech operacji: myślenia, fotografowania i montowania. (…)
W istocie, robię kino nie tylko wtedy, kiedy robię zdjęcia. Robię filmy, gdy śpię, gdy jem śniadanie, gdy czytam, kiedy z Wami rozmawiam.

                                 (Jean-Luc Godard)

Czy kino może być modelem formułowania emocji? Gdzie kończy się nasza prywatna historia kina, a zaczyna „życie po życiu” filmowych obrazów? I czy nie jest tak, że obrazy filmowe, uwolnione od swego kontekstu, unieruchomione w formie zdjęcia, fotosu, kadru stają się czymś, co moglibyśmy nazwać (za Jerzym Lewczyńskim) „fotografią marzeń”?

W swoim monumentalnym eseju filmowym zatytułowanym Historie kina [Histoire(s) du cinéma, 1988-98], Jean-Luc Godard daje wyraz przekonaniu, że kino produkuje obrazy żyjące własnym życiem, autonomiczne wobec filmowych opowieści, których cześć stanowią. Otwierają się one tym samym na „inne historie”, na potencjalne „życie po życiu”: wchodzące w interakcje z innymi filmami, obrazami, ich powidokami… W moich Historiach kina i innych historiach przechwycenie i wykorzystanie paru Godardowskich obrazów staje się punktem wyjścia do dalszego snucia historii kina / kinowych historii. Splatające się opowieści dotykają zarówno kwestii historii („zarażone” Strzemińskim kadry z filmów Szkoły Polskiej), jak i, przede wszystkim, prywatnego, wręcz intymnego użytku, jaki staje się tu udziałem filmowych obrazów, fotosów. Problemy pamięci i niepamięci, fetyszyzmu (swoiście rozumianej miłości do kina), własnej historii łączą się tu w rodzaj prywatnego i efemerycznego foto-teatru, w którym główne role odgrywają postaci filmowe. To również próba przyjrzenia się paradoksalnej relacji kina i fotografii, z których jedno jest „ruchomą fotografią”, drugie zaś – „unieruchomionym kinem”. Ten wątek pojawia się m.in. w serii miejskich zdjęć, które stają się tu na moment elementami (resztkami?) nigdy nie zrealizowanego filmu. Częścią wystawy, otwierającą ją i dopełniającą, jest wreszcie cykl foto-tekstów nawiązujący do słynnego I Remember amerykańskiego artysty i pisarza Joe’a Brainarda (1975) – wspomnień z Ameryki lat 50. i 60., pełnych odniesień do ówczesnego kina. Nie pamiętam… to równocześnie ukłon w stronę patrona Galerii Asymetria Jerzego Lewczyńskiego, twórcy serii zdjęć zatytułowanejFotografie pisane, dotykającej problemu relacji fotografii i tekstu, słowa i obrazu.

*

Nie pamiętam ani jednej prawdziwej i jedynej historii kina. Pamiętam za to wiele różnych historii kina i historii o tych historiach (i jeszcze innych historii)…